I weekend się kończy :( Koniec wysypiania, czas na codzienne wstawanie o 6.30 ; O no dobra, we wtorki godzine później, yea! ;]
Zdecydowanie za krótko trwają weekendy, powinny chociaż ze 3 dni, tak, aby jeden był całkowicie wolny od szkoły. To byłaby dobra idea, ale nikt mądry na to nie wpadł, zresztą po co ułatwiać uczniowi życie, nie? ;D
Pomimo tak krótkiego weekendu, spędziłam go cudownie. Porządnie, tak jak trzeba i w ogóle. Cały ze Skarbem + z Olgą. Nadrobiliśmy ten czas, który starciliśmy, m.in na mini kłótnie :(
Ale najważniejsze, że wszystko wróciło do normy, tej normy, która była wcześniej. Mmm, cudownie jest ;* Kocham Cię ;*
A dziś, mimo że wstałam ok. 8.15, to się wyspałam ; o I od rana siedzę w książkach, a co tam. Lekcje odrobiłam, nauczyłam się.
Niektórzy mówią, że jestem mózgiem matematycznym, ale teraz zadziwię: nie potrafię zrobić zadania z matmy xd To znaczy jednego przykładu. Zwyczajnie mi nie wychodzi, haha. I drażni mnie, bo nie moge do niego dojść -.- jeszcze w książce w odpowiedziach tak dziwnie jest napisane.. Karolka doesn't understand, czy coś.
I to głupie PO, z tym dziwnym facetem. Lepiej pytać z tak dziwnych tematów i stawiać wszystkim po kolei 3, za to, czego się boją ; o -.- Idiotyzm.
No i jutro kartkówka z niemieckiego (mm, mój ulubiony język <3 ;]). Pisanie słownie liczb ; o to jest tak poje. (bylam u spowiedzi, stop!), że głowa mała ; O lepiej wszystko pisać łącznie i jeszcze tak dlugo. Chociażby liczba tysiąc sto czterdzieści dwa (1142) po niemiecku to eintausendeinhundertzweiundvierzig ;O. No język idzie sobie połamać, i zresztą rękę też, pisząc to.
Nie wiem kto to wymyślił, ale zapewne ktoś mądry.
No, ale na dzisiaj naukę skończyłam. Zdaje mi się, że wszystko umiem, a jak nie to trudno, życie się mówi no nie.
Tymczasem trzeba korzystać z tak ładnej pogody jak na wrzesień (mój termometr wykazuje 19 stopni). Na 16 do kościoła (w końcu stałam się religijna, kiedyś trzeba). Później spacer z pewnym cudownym Panem <3 i tak zakończę ten dzień. To będzie najpiękniejsze zakończenie dnia, weekendu ;*
Aaa, i I have a problem, help me! 30 września - Dzień Chłopaka, a ja nie mam żadnego pomysłu ;< zero, null (po niemiecku, haa!). Zawsze mam, ale w tej mojej małej mieścinie jest taka lipa, że szkoda gadać. Za 4 dni musze coś mieć, tymczasem mam coś, ale to nie jest nawet połowa. Pomocy!
Lece na obiad, miłej niedzieli ;* Moja bynajmniej taka będzie ;)
niedziela, 26 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010
coś ważnego
Yhh, wzięło mnie na konkretne rozkminy. Często jest tak, że coś się zaczyna, a coś kończy i tak dalej. Obawiam się, że u mnie coś się kończy.
Po tylu latach, tylu wspólnych rozmowach, smutkach i radościach. Po tylu nieporozumieniach i szaleństwach. Po wspólnym dorastaniu, dojrzewianiu, uczeniu się. Wspólnym dzieciństwie i młodości. Myślałam też o wspólnej dorosłości i starości, ale teraz.. mam wątpliwości co do tego.
Przeżyć tyle chwil razem. Pamiętam prawie każdą z nich, naprawdę. A przecież było ich od groma.. Pierwsze wspólne zdjęcia, nocki. A podczas nocek tyle rozmów, do samego rana. 'Wrócenie do siebie po rozstaniu', jeszcze na samym początku tego wszystkiego. I to tylko przez zwykły zbieg okoliczności, bo niezależne od nas to było :). Pamiętam wypady na miasto, odwalanie, śpiewanie, układanie piosenek, całkowocie bez sensu. Albo robienie makijaży, tak dziwnych zresztą. Pamiętam też gorsze chwile. Smutki, łzy. Pierwsze zmartwienia i troski o banały. Jednak zawsze wspólne, zawsze je się rozwiązywało. Potem było dobrze. Czyli 'po burzy wychodziło słońce'. Na myśl o tym wszystkim mam uśmiech na twarzy.
Ludzie się jednak zmieniają. Pod wpływem wielu czynników. Nie mówię, że ja się nie zmieniłam, trochę na pewno. Ale myślę, że w mniejszym stopniu od 'osoby'. Może jestem przewrażliwiona, może mi się tylko zdaje. Ale mam wrażenie, że lada chwila nastąpi koniec.
Teraz, jest inaczej. Sztywno. Nawet nie wiem o czym rozmawiać. Gdzie kiedyś potrafiłam non stop, o byle czym. Paplać bezgranicznie o pierwszej lepszej napotkanej rzeczy i śmiać się z tego w dodatku. Treaz, nie wiem jak mówić. W jaki sposób, by się dogadać. Nie umiem się dogadać, już nie. Nie widzę też inicjatywy, chęci do rozmowy z drugiej strony. Zero. A to również odpycha od gadki. Nie rozumiem, jak mogło się to zmienić, z takiej bliskości na tak dalekie od siebie rozumowanie. Możliwe też właśnie, że jestem przewrażliwiona. A zdarza mi się to często.
Jednak same tajemnice, sekrety, wszystko. Kiedyś nikt inny nie wiedział tyle, co ja, czy Ty. Teraz to ja nie wiem nic. Nie zostaję informowana, wtajemniczana w świat, w Twój świat. To boli. Wychodzi na to, że tego nie chcesz, że nie jestem mile widziana. Zaczęłam pisać 'do Ciebie', ale tak łatwiej. Więc tak kontynuuje i nie interesuje mnie chaotyczność. Wracając. Dlaczego boli? No cóż. Przywiązuje się do ludzi. Przywiązałam się do Ciebie. Zbyt wiele nas łączy/łączyło, bym mogła tak sobie wszystko przekreślić. Nie, ja nie potrafię. To siedzi we mnie, tam daleko, głęboko. I siedziało będzie. Nie wyrzucę, nie umiem. Na pewno nie na ten moment.
Staram się poprawić, w pewien sposób walczę. Chyba bezskutecznie, ale jednak. Mam nadzieję, choć ona matką głupich. Ale nie raz mi już pomogła.
Siedze teraz, przypominają mi się piękne chwile, wspólnie spędzone. Słucham przy tym piosenek, które wtedy towarzyszyły. Na myśl o tym, jest mi przyjemnie, choć myśląc o stracie tego wszystkiego, mam łzy w oczach.
Obiecałaś mi coś. Pamiętam to do dziś. Złamałaś obietnicę.
Dziękuję za wszystko, pomimo wszystko. Było wiele sytuacji, gdzie bez Twojej pomocy bym sobie nie poradziła. Jestem wdzięczna. To było naprawdę duże wsparcie. Dziękuję raz jeszcze. Byłaś zawsze, gdy sobie nie radziłam.
Tak naprawdę, jesteś teraz chyba innym człowiekiem. Już nie ma tego człowieka, który trwał przy mnie tyle lat. Pomagał i wspierał. Teraz też to robi, ale to co innego. I choć noszę połówkę srebrnego serca przy sobie, nie wiem, czy nie na darmo. Musisz stwierdzić czy tego chcesz, czy chcesz wszystko kontynuować, odbudować, odnowić. Czy znajdziesz miejsce dla mnie.
Odnalazłam jednak to, czego w życiu pragnęłam i pragnę najmocniej: miłość. To to uczucie przewyższa teraz wszelkie uczucia. Jest najważniejsze. I na zawsze zostanie przy mnie, nie opuści mnie. A ja jego. Nigdy.
Po tylu latach, tylu wspólnych rozmowach, smutkach i radościach. Po tylu nieporozumieniach i szaleństwach. Po wspólnym dorastaniu, dojrzewianiu, uczeniu się. Wspólnym dzieciństwie i młodości. Myślałam też o wspólnej dorosłości i starości, ale teraz.. mam wątpliwości co do tego.
Przeżyć tyle chwil razem. Pamiętam prawie każdą z nich, naprawdę. A przecież było ich od groma.. Pierwsze wspólne zdjęcia, nocki. A podczas nocek tyle rozmów, do samego rana. 'Wrócenie do siebie po rozstaniu', jeszcze na samym początku tego wszystkiego. I to tylko przez zwykły zbieg okoliczności, bo niezależne od nas to było :). Pamiętam wypady na miasto, odwalanie, śpiewanie, układanie piosenek, całkowocie bez sensu. Albo robienie makijaży, tak dziwnych zresztą. Pamiętam też gorsze chwile. Smutki, łzy. Pierwsze zmartwienia i troski o banały. Jednak zawsze wspólne, zawsze je się rozwiązywało. Potem było dobrze. Czyli 'po burzy wychodziło słońce'. Na myśl o tym wszystkim mam uśmiech na twarzy.
Ludzie się jednak zmieniają. Pod wpływem wielu czynników. Nie mówię, że ja się nie zmieniłam, trochę na pewno. Ale myślę, że w mniejszym stopniu od 'osoby'. Może jestem przewrażliwiona, może mi się tylko zdaje. Ale mam wrażenie, że lada chwila nastąpi koniec.
Teraz, jest inaczej. Sztywno. Nawet nie wiem o czym rozmawiać. Gdzie kiedyś potrafiłam non stop, o byle czym. Paplać bezgranicznie o pierwszej lepszej napotkanej rzeczy i śmiać się z tego w dodatku. Treaz, nie wiem jak mówić. W jaki sposób, by się dogadać. Nie umiem się dogadać, już nie. Nie widzę też inicjatywy, chęci do rozmowy z drugiej strony. Zero. A to również odpycha od gadki. Nie rozumiem, jak mogło się to zmienić, z takiej bliskości na tak dalekie od siebie rozumowanie. Możliwe też właśnie, że jestem przewrażliwiona. A zdarza mi się to często.
Jednak same tajemnice, sekrety, wszystko. Kiedyś nikt inny nie wiedział tyle, co ja, czy Ty. Teraz to ja nie wiem nic. Nie zostaję informowana, wtajemniczana w świat, w Twój świat. To boli. Wychodzi na to, że tego nie chcesz, że nie jestem mile widziana. Zaczęłam pisać 'do Ciebie', ale tak łatwiej. Więc tak kontynuuje i nie interesuje mnie chaotyczność. Wracając. Dlaczego boli? No cóż. Przywiązuje się do ludzi. Przywiązałam się do Ciebie. Zbyt wiele nas łączy/łączyło, bym mogła tak sobie wszystko przekreślić. Nie, ja nie potrafię. To siedzi we mnie, tam daleko, głęboko. I siedziało będzie. Nie wyrzucę, nie umiem. Na pewno nie na ten moment.
Staram się poprawić, w pewien sposób walczę. Chyba bezskutecznie, ale jednak. Mam nadzieję, choć ona matką głupich. Ale nie raz mi już pomogła.
Siedze teraz, przypominają mi się piękne chwile, wspólnie spędzone. Słucham przy tym piosenek, które wtedy towarzyszyły. Na myśl o tym, jest mi przyjemnie, choć myśląc o stracie tego wszystkiego, mam łzy w oczach.
Obiecałaś mi coś. Pamiętam to do dziś. Złamałaś obietnicę.
Dziękuję za wszystko, pomimo wszystko. Było wiele sytuacji, gdzie bez Twojej pomocy bym sobie nie poradziła. Jestem wdzięczna. To było naprawdę duże wsparcie. Dziękuję raz jeszcze. Byłaś zawsze, gdy sobie nie radziłam.
Tak naprawdę, jesteś teraz chyba innym człowiekiem. Już nie ma tego człowieka, który trwał przy mnie tyle lat. Pomagał i wspierał. Teraz też to robi, ale to co innego. I choć noszę połówkę srebrnego serca przy sobie, nie wiem, czy nie na darmo. Musisz stwierdzić czy tego chcesz, czy chcesz wszystko kontynuować, odbudować, odnowić. Czy znajdziesz miejsce dla mnie.
Odnalazłam jednak to, czego w życiu pragnęłam i pragnę najmocniej: miłość. To to uczucie przewyższa teraz wszelkie uczucia. Jest najważniejsze. I na zawsze zostanie przy mnie, nie opuści mnie. A ja jego. Nigdy.
sobota, 18 września 2010
No i zaczęło się ;< Weszłam w całkowite życie głównie samą szkołą. To odrób, tamto odrób, tego się naucz, a to sobie przypomnij. A i jeszcze na tą lekcję trzeba przynieść to, a na inną tamto. Kartkówki, sprawdziany, odpowiedzi i te pierdoły. Nic, tylko to w głowie. Nawet w weekend. Bez przesadyzmu, no nie.
Ale za to klasa się integruje. Tak, jest coraz przyjemniej i zaczyna mi się podobać. Nie jest ta sztywno i w ogóle. Wczorajsze 'sprzątanie świata' nas trochę zbliżyło, a niedługo zapowiada się wycieczka do Łeby na wydmy, to już w ogóle, miło. Fajnie, że już od początku jakieś wycieczki. Może będzie ich więcej niż w gimnazjum, a raczej na pewno. Bo w gimnazjum to aby jakaś wycieczka była, to jedna na rok, może, niekoniecznie.
Ogólnie rzecz biorąc żyje szkołą, wszystko inne musi odejść na dalszy plan.
Np. mama ma urodziny 22 września, a ja nie mam dla niej jeszcze prezentu. HELP! Gdybym ja wiedziała co jej dać.. Jeśli ja nie wiem co zrobić na prezent to masakra, a na dodatek, nawet nie mam ochoty robić jakiegokolwiek prezentu. Czyli coś jest nie tak, bo Panna Karolina uwielbia robić prezenty. A teraz, zwyczajnie mi się nie chce. Więc aj hev e problem, no nie.
A jeszcze poza tym to czuje się jak jedna wielka beczka i nie potrafię się zmobilizować do ćwiczenia. Przytyłam ;O. Całe wakacje nie robiłam nic konkretnego z ćwiczeń, więcej jadłam niż spędzałam czas aktywnie. No i mam teraz nauczkę -.- Najgorsze jest to, że nie bardzo nawet mam kiedy zadbać o swoją kondycję. Przydałby się jakiś fitness czy coś. Liczę na to, że zdążą na czas wybudować basen, to już za jakieś yy, chyba półtora miesiąca, skorzystam z jego usług. Godzinka dziennie pływania nigdy nie zaszkodzi i chyba znajdę jakoś czas, a przy okazji połączę przyjemne z pożytecznym. Bo co jak co, ale w ogóle nie chce mi się siadać na stacjonarny rowerek, niestety ;< Nie wiem jak potrafiłam tak przez ok. 3 miesiące jeździć, ale dawało to skutki. Teraz jednak czuję, że nie mam aż tak silnej woli, nie wiem co się z nią stało xD Ale postaram się jakoś, może się uda choć trochę.
I w ogóle to wszyscy chorują, łącznie ze mną. To znaczy, ja mam tylko katar i lekko kaszlę, bo w odpowiednim momencie zaczęłam brać leki. Jednak większość moich znajomych, a nawet rodzina, choruje poważniej. Panuje jakiś okropny wirus, który szybko się rozprzestrzenia. Ale w sumie jesień to okres chorób, tak samo jak zima, czy początek wiosny. Czyli w sumie 3/4 roku, to jak tu być zdrowym. Masakra.
A tak w ogóle to mam o takieeego lenia, przez szkołe. Najchętniej siedziałabym sobie pod kołdrą, w piżamach, z herbatą (koniecznie gorącą!) i jakąś fajną książką, i z moim Księciem + jakaś fajna muzyczka. Taka nadająca klimat. I tak leeenić się cały dzień, mm. Przyjemnie, nie ma co
:)
Apropo muzyki. Zaczęłam sluchać reggae ; O haha. Tak, ja i określony gatunek muzyki,to jest dziwne. Ale jakoś mi się wkręciło i mi sie podoba. Chociaż znając mnie, po jakimś czasie mi się znudzi. A jak nie, to jakiś postęp xD.
A z innej beczki. Niektóre nawyki rozszerzają się już nawet w moim otoczeniu, niestety coraz bardziej. To znaczy, w moim otoczeniu one były zawsze, ale teraz, jest w tym bliższym. Niepokoi mnie to, jednak z drugiej strony - co ja się będę wtrącać, nie moje życie. Ja odpowiadam za siebie, prawda. Każdy ma jakiś tam swój rozum, no niektórzy go nie mają wcale ;]. Ale już jesteśmy w takim wieku, że odróżniamy co jest ok, a co jest mniej ok. I nie potrzeba chyba czyjejś inicjatywy. No. Tyle xD
A i jeszcze. Od jakiegoś czasu chodzi za mną myśl o założeniu fbl'a. Tylko cholera wie w jakim celu. Nie wiem czemu, ale mam ochotę xD. Jednak na razie powstrzymuję się od tego, mam nadzieję, że mi przejdzie.
Ale za to klasa się integruje. Tak, jest coraz przyjemniej i zaczyna mi się podobać. Nie jest ta sztywno i w ogóle. Wczorajsze 'sprzątanie świata' nas trochę zbliżyło, a niedługo zapowiada się wycieczka do Łeby na wydmy, to już w ogóle, miło. Fajnie, że już od początku jakieś wycieczki. Może będzie ich więcej niż w gimnazjum, a raczej na pewno. Bo w gimnazjum to aby jakaś wycieczka była, to jedna na rok, może, niekoniecznie.
Ogólnie rzecz biorąc żyje szkołą, wszystko inne musi odejść na dalszy plan.
Np. mama ma urodziny 22 września, a ja nie mam dla niej jeszcze prezentu. HELP! Gdybym ja wiedziała co jej dać.. Jeśli ja nie wiem co zrobić na prezent to masakra, a na dodatek, nawet nie mam ochoty robić jakiegokolwiek prezentu. Czyli coś jest nie tak, bo Panna Karolina uwielbia robić prezenty. A teraz, zwyczajnie mi się nie chce. Więc aj hev e problem, no nie.
A jeszcze poza tym to czuje się jak jedna wielka beczka i nie potrafię się zmobilizować do ćwiczenia. Przytyłam ;O. Całe wakacje nie robiłam nic konkretnego z ćwiczeń, więcej jadłam niż spędzałam czas aktywnie. No i mam teraz nauczkę -.- Najgorsze jest to, że nie bardzo nawet mam kiedy zadbać o swoją kondycję. Przydałby się jakiś fitness czy coś. Liczę na to, że zdążą na czas wybudować basen, to już za jakieś yy, chyba półtora miesiąca, skorzystam z jego usług. Godzinka dziennie pływania nigdy nie zaszkodzi i chyba znajdę jakoś czas, a przy okazji połączę przyjemne z pożytecznym. Bo co jak co, ale w ogóle nie chce mi się siadać na stacjonarny rowerek, niestety ;< Nie wiem jak potrafiłam tak przez ok. 3 miesiące jeździć, ale dawało to skutki. Teraz jednak czuję, że nie mam aż tak silnej woli, nie wiem co się z nią stało xD Ale postaram się jakoś, może się uda choć trochę.
I w ogóle to wszyscy chorują, łącznie ze mną. To znaczy, ja mam tylko katar i lekko kaszlę, bo w odpowiednim momencie zaczęłam brać leki. Jednak większość moich znajomych, a nawet rodzina, choruje poważniej. Panuje jakiś okropny wirus, który szybko się rozprzestrzenia. Ale w sumie jesień to okres chorób, tak samo jak zima, czy początek wiosny. Czyli w sumie 3/4 roku, to jak tu być zdrowym. Masakra.
A tak w ogóle to mam o takieeego lenia, przez szkołe. Najchętniej siedziałabym sobie pod kołdrą, w piżamach, z herbatą (koniecznie gorącą!) i jakąś fajną książką, i z moim Księciem + jakaś fajna muzyczka. Taka nadająca klimat. I tak leeenić się cały dzień, mm. Przyjemnie, nie ma co
:)
Apropo muzyki. Zaczęłam sluchać reggae ; O haha. Tak, ja i określony gatunek muzyki,to jest dziwne. Ale jakoś mi się wkręciło i mi sie podoba. Chociaż znając mnie, po jakimś czasie mi się znudzi. A jak nie, to jakiś postęp xD.
A z innej beczki. Niektóre nawyki rozszerzają się już nawet w moim otoczeniu, niestety coraz bardziej. To znaczy, w moim otoczeniu one były zawsze, ale teraz, jest w tym bliższym. Niepokoi mnie to, jednak z drugiej strony - co ja się będę wtrącać, nie moje życie. Ja odpowiadam za siebie, prawda. Każdy ma jakiś tam swój rozum, no niektórzy go nie mają wcale ;]. Ale już jesteśmy w takim wieku, że odróżniamy co jest ok, a co jest mniej ok. I nie potrzeba chyba czyjejś inicjatywy. No. Tyle xD
A i jeszcze. Od jakiegoś czasu chodzi za mną myśl o założeniu fbl'a. Tylko cholera wie w jakim celu. Nie wiem czemu, ale mam ochotę xD. Jednak na razie powstrzymuję się od tego, mam nadzieję, że mi przejdzie.
wtorek, 7 września 2010
der Schule ; O
Jest tak, jak się tego spodziewałam. W LO jest ze 3 razy więcej nauki niż w gimnazjum. Jak zadadzą pracę domową, to jest jej sporo, a jeszcze czas na przygotowanie się do lekcji. Mimo, że kończę w dość wczesnych godzinach, to czas po szkole tak ucieka, że nie obejrzysz się a tu już 20, choć przed chwilą była 15.
Tak, taka jest rzeczywistość. Będzie ciężko, a ja już mam dość. Jeszcze nie minąl tydzień, a ja mam dość. To znaczy, mam siłe na nauke, ale mi się w ogóle nie chce. A jak pomyśle jeszcze, że tyle tego jest to już w ogóle. Na dodatek robią nam testy wiedzy z gimnazjum. Haha, co jak co, ale ja zbyt dużej wiedzy nie mam, szczególnie z fizyki czy geografii xD Więc jeżeli uzyskam chociaż jakieś 10%, będę zadowolona, naprawdę.
A w związku z nauką, nie mam w sumie czasu na nic poza tym. Nawet mi się nie chce, bo wolę odpocząć niż np. napisać notkę, czy łazić po nk. Więc odpoczywam, wychodząc gdzieś z Panem Cezarym lub dziewczynami, lub leżąc itp. Mam jeszcze na to czas, na szczęście. I na razie, niestety.
Zobaczymy co czas pokaże, jak to będzie potem.
A co do klasy, to coraz bardziej się zapoznajemy. Jest fajnie, dogadujemy się i w ogóle. Dlatego też myślę, że jednak klasa może być udana.
Co do lekcji i nauczycieli. Co jak co, pani od niemca jest okropna ;O chcąc wydobyć z siebie głos, dziwnie wdycha powietrze, potem je wypuszcza i wychodzi takie nijakie wycie/piszczenie, które jest bardzo nieprzyjemne dla uszu. I kazała nam się dzisiaj nauczyć przedstawiania się: Hallo, Ich HeiBe Karolina und ich kome aus Polen.. masakra ; O
A pan od matmy, każdy mówi, że taki straszny i w ogóle. Pewnie potem tak, ale jak na razie to spoko facet. Śmiesznie jest i idzie się z nim dogadać, a co najważniejsze - dobrze tłumaczy. Z jego lekcji dużo się wyniesie. A o to chodzi.
Za to pan, który ma pasek prawie do pach, jak to ujęła jedna z koleżanek z klasy, jest jakiś inny. Krzyczy jak mówi i w ogóle, nadaje się na jakiegoś polityka, nie wiem dlaczego uczy PO. Chociaż, sama nazwa, prawie jak nazwa partii, może to jest jakoś powiązane, haha.
I jeszcze muszę wspomnieć o pani od historii. Strasznie nie lubie kobiety. Jest taka jakaś bardzo pewna siebie, przekonana, że jest świetną nauczycielką i w ogóle. Nie podoba mi się jej podejście. I aniu razu się nie uśmiechnęła.
No i ogólnie to przyzwyczajam się do szkoły, do całego towarzystwa w niej i zasad tam panujących. Jednak nadal jest mała i ciasna.
Dzisiaj chciałyśmy sie przejść z dziewczynami to w sumie nie było gdzie. Za moment wrócilyśmy xD.
Ale jak na razie jestem dobrej myśli co do klasy, gorzej co do nauki, nie wiem jak mi pójdzie. Ale staram się, staram :) To najważniejsze.
Tak, taka jest rzeczywistość. Będzie ciężko, a ja już mam dość. Jeszcze nie minąl tydzień, a ja mam dość. To znaczy, mam siłe na nauke, ale mi się w ogóle nie chce. A jak pomyśle jeszcze, że tyle tego jest to już w ogóle. Na dodatek robią nam testy wiedzy z gimnazjum. Haha, co jak co, ale ja zbyt dużej wiedzy nie mam, szczególnie z fizyki czy geografii xD Więc jeżeli uzyskam chociaż jakieś 10%, będę zadowolona, naprawdę.
A w związku z nauką, nie mam w sumie czasu na nic poza tym. Nawet mi się nie chce, bo wolę odpocząć niż np. napisać notkę, czy łazić po nk. Więc odpoczywam, wychodząc gdzieś z Panem Cezarym lub dziewczynami, lub leżąc itp. Mam jeszcze na to czas, na szczęście. I na razie, niestety.
Zobaczymy co czas pokaże, jak to będzie potem.
A co do klasy, to coraz bardziej się zapoznajemy. Jest fajnie, dogadujemy się i w ogóle. Dlatego też myślę, że jednak klasa może być udana.
Co do lekcji i nauczycieli. Co jak co, pani od niemca jest okropna ;O chcąc wydobyć z siebie głos, dziwnie wdycha powietrze, potem je wypuszcza i wychodzi takie nijakie wycie/piszczenie, które jest bardzo nieprzyjemne dla uszu. I kazała nam się dzisiaj nauczyć przedstawiania się: Hallo, Ich HeiBe Karolina und ich kome aus Polen.. masakra ; O
A pan od matmy, każdy mówi, że taki straszny i w ogóle. Pewnie potem tak, ale jak na razie to spoko facet. Śmiesznie jest i idzie się z nim dogadać, a co najważniejsze - dobrze tłumaczy. Z jego lekcji dużo się wyniesie. A o to chodzi.
Za to pan, który ma pasek prawie do pach, jak to ujęła jedna z koleżanek z klasy, jest jakiś inny. Krzyczy jak mówi i w ogóle, nadaje się na jakiegoś polityka, nie wiem dlaczego uczy PO. Chociaż, sama nazwa, prawie jak nazwa partii, może to jest jakoś powiązane, haha.
I jeszcze muszę wspomnieć o pani od historii. Strasznie nie lubie kobiety. Jest taka jakaś bardzo pewna siebie, przekonana, że jest świetną nauczycielką i w ogóle. Nie podoba mi się jej podejście. I aniu razu się nie uśmiechnęła.
No i ogólnie to przyzwyczajam się do szkoły, do całego towarzystwa w niej i zasad tam panujących. Jednak nadal jest mała i ciasna.
Dzisiaj chciałyśmy sie przejść z dziewczynami to w sumie nie było gdzie. Za moment wrócilyśmy xD.
Ale jak na razie jestem dobrej myśli co do klasy, gorzej co do nauki, nie wiem jak mi pójdzie. Ale staram się, staram :) To najważniejsze.
środa, 1 września 2010
szkooła
Nowa szkoła, nowa klasa, nowi nauczyciele. Wszystko nowe. Zaczęło się już dziś. Bałam się wszystkiego. Co prawda, to było samo rozpoczęcie roku. Najpierw dyrektor coś pomarudził, że musimy się do nich wszystkich zwracać 'panie profesorze' i tak dalej, że tu panują pewne zasady, wyznaczył nam, pierwszym klasom, wychowawców i powiedział gdzie mamy iść. W sumie naprawdę szybko mu zeszło, bo w gimnazjum i podstawówce takie rzeczy trwały po dobrą godzinę, jak nie dłużej,a tutaj wracałam do domu już o 9.45, gdzie wszystko zaczęło się o 9.00.
Później rozejście się do sal ze swoją klasą. Tam mogłam obczaić wszystkich troszkę dokładniej. Jeszcze przed wejściem do sali, zapoznałam się z dziewczyną, która nikogo tu nie znała, w przeciwieństwie do mnie. Wydała się naprawdę spoko, później nawet wracała z nami. A co do klasy. Hm, jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, to wydaje się być miła. Myślę, że damy radę się zgrać. Pomimo, że niektórzy wyglądają troszkę dziwnie i tak też się zachowują. Ogólnie,mimo to, podobało mi się.
No i sama wychowawczyni. Wygląda na mądrą kobietę, rozważną i przyjemną. Tak też jest jak mówi. Widać, że wymaga, ale to dobrze o niej świadczy. Sama powiedziała, że zawsze jej klasa jest najlepsza, czego oczekuje też od nas. Cóż, myślę, że jeżeli każdy choć trochę sie postara, to może się uda xD. Jednak nie ma co na razie o tym mówić, bo nauka zacznie się za jakiś czas. Myślę, że nie od jutra, bo jutro to pewnie zapoznianie i tak dalej.
Więc szkoła jest spoko, klasa tak samo, wychowawca również. Jedyne co mnie jak na razie przeraża to fakt, iż jestem pierwsza w dzienniku i nie wiem jak w niektórych sytuacjach się zachowywać, bo oczywiście jako pierwsza będę do wszystkiego wywoływana. Ale postaram się jak najlepiej oczywiście i myślę, że uda mi się wywiązać z danych mi zadań.
Cóż, żegnajcie wakacje, witaj szkoło i ciężka praco! Niestety. Ciężko było to napisać, ale taka jest rzeczywistość. Czas pożegnać się z całkowitym luzem, nie kontrolowaniem czasu, robieniem tego, na co ma się ochote, w każdej chwili, bez ustanku ;<. Koniec. Od jutra rozpoczynam naukę jako uczennica klasy Ib Liceum Ogólnokształcącego. Jak będzie, to się okaże.
W tej chwili jestem w miarę dobrze nastawiona na to wszystko. Jutro czeka mnie zapoznanie z ludźmi z klasy i z nauczycielami. Mam nadzieję, że będzie dobrze!
Później rozejście się do sal ze swoją klasą. Tam mogłam obczaić wszystkich troszkę dokładniej. Jeszcze przed wejściem do sali, zapoznałam się z dziewczyną, która nikogo tu nie znała, w przeciwieństwie do mnie. Wydała się naprawdę spoko, później nawet wracała z nami. A co do klasy. Hm, jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, to wydaje się być miła. Myślę, że damy radę się zgrać. Pomimo, że niektórzy wyglądają troszkę dziwnie i tak też się zachowują. Ogólnie,mimo to, podobało mi się.
No i sama wychowawczyni. Wygląda na mądrą kobietę, rozważną i przyjemną. Tak też jest jak mówi. Widać, że wymaga, ale to dobrze o niej świadczy. Sama powiedziała, że zawsze jej klasa jest najlepsza, czego oczekuje też od nas. Cóż, myślę, że jeżeli każdy choć trochę sie postara, to może się uda xD. Jednak nie ma co na razie o tym mówić, bo nauka zacznie się za jakiś czas. Myślę, że nie od jutra, bo jutro to pewnie zapoznianie i tak dalej.
Więc szkoła jest spoko, klasa tak samo, wychowawca również. Jedyne co mnie jak na razie przeraża to fakt, iż jestem pierwsza w dzienniku i nie wiem jak w niektórych sytuacjach się zachowywać, bo oczywiście jako pierwsza będę do wszystkiego wywoływana. Ale postaram się jak najlepiej oczywiście i myślę, że uda mi się wywiązać z danych mi zadań.
Cóż, żegnajcie wakacje, witaj szkoło i ciężka praco! Niestety. Ciężko było to napisać, ale taka jest rzeczywistość. Czas pożegnać się z całkowitym luzem, nie kontrolowaniem czasu, robieniem tego, na co ma się ochote, w każdej chwili, bez ustanku ;<. Koniec. Od jutra rozpoczynam naukę jako uczennica klasy Ib Liceum Ogólnokształcącego. Jak będzie, to się okaże.
W tej chwili jestem w miarę dobrze nastawiona na to wszystko. Jutro czeka mnie zapoznanie z ludźmi z klasy i z nauczycielami. Mam nadzieję, że będzie dobrze!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)