poniedziałek, 20 września 2010

coś ważnego

Yhh, wzięło mnie na konkretne rozkminy. Często jest tak, że coś się zaczyna, a coś kończy i tak dalej. Obawiam się, że u mnie coś się kończy.
Po tylu latach, tylu wspólnych rozmowach, smutkach i radościach. Po tylu nieporozumieniach i szaleństwach. Po wspólnym dorastaniu, dojrzewianiu, uczeniu się. Wspólnym dzieciństwie i młodości. Myślałam też o wspólnej dorosłości i starości, ale teraz.. mam wątpliwości co do tego.
Przeżyć tyle chwil razem. Pamiętam prawie każdą z nich, naprawdę. A przecież było ich od groma.. Pierwsze wspólne zdjęcia, nocki. A podczas nocek tyle rozmów, do samego rana. 'Wrócenie do siebie po rozstaniu', jeszcze na samym początku tego wszystkiego. I to tylko przez zwykły zbieg okoliczności, bo niezależne od nas to było :). Pamiętam wypady na miasto, odwalanie, śpiewanie, układanie piosenek, całkowocie bez sensu. Albo robienie makijaży, tak dziwnych zresztą. Pamiętam też gorsze chwile. Smutki, łzy. Pierwsze zmartwienia i troski o banały. Jednak zawsze wspólne, zawsze je się rozwiązywało. Potem było dobrze. Czyli 'po burzy wychodziło słońce'. Na myśl o tym wszystkim mam uśmiech na twarzy.
Ludzie się jednak zmieniają. Pod wpływem wielu czynników. Nie mówię, że ja się nie zmieniłam, trochę na pewno. Ale myślę, że w mniejszym stopniu od 'osoby'. Może jestem przewrażliwiona, może mi się tylko zdaje. Ale mam wrażenie, że lada chwila nastąpi koniec.
Teraz, jest inaczej. Sztywno. Nawet nie wiem o czym rozmawiać. Gdzie kiedyś potrafiłam non stop, o byle czym. Paplać bezgranicznie o pierwszej lepszej napotkanej rzeczy i śmiać się z tego w dodatku. Treaz, nie wiem jak mówić. W jaki sposób, by się dogadać. Nie umiem się dogadać, już nie. Nie widzę też inicjatywy, chęci do rozmowy z drugiej strony. Zero. A to również odpycha od gadki. Nie rozumiem, jak mogło się to zmienić, z takiej bliskości na tak dalekie od siebie rozumowanie. Możliwe też właśnie, że jestem przewrażliwiona. A zdarza mi się to często.

Jednak same tajemnice, sekrety, wszystko. Kiedyś nikt inny nie wiedział tyle, co ja, czy Ty. Teraz to ja nie wiem nic. Nie zostaję informowana, wtajemniczana w świat, w Twój świat. To boli. Wychodzi na to, że tego nie chcesz, że nie jestem mile widziana. Zaczęłam pisać 'do Ciebie', ale tak łatwiej. Więc tak kontynuuje i nie interesuje mnie chaotyczność. Wracając. Dlaczego boli? No cóż. Przywiązuje się do ludzi. Przywiązałam się do Ciebie. Zbyt wiele nas łączy/łączyło, bym mogła tak sobie wszystko przekreślić. Nie, ja nie potrafię. To siedzi we mnie, tam daleko, głęboko. I siedziało będzie. Nie wyrzucę, nie umiem. Na pewno nie na ten moment.
Staram się poprawić, w pewien sposób walczę. Chyba bezskutecznie, ale jednak. Mam nadzieję, choć ona matką głupich. Ale nie raz mi już pomogła.

Siedze teraz, przypominają mi się piękne chwile, wspólnie spędzone. Słucham przy tym piosenek, które wtedy towarzyszyły. Na myśl o tym, jest mi przyjemnie, choć myśląc o stracie tego wszystkiego, mam łzy w oczach.


Obiecałaś mi coś. Pamiętam to do dziś. Złamałaś obietnicę.

Dziękuję za wszystko, pomimo wszystko. Było wiele sytuacji, gdzie bez Twojej pomocy bym sobie nie poradziła. Jestem wdzięczna. To było naprawdę duże wsparcie. Dziękuję raz jeszcze. Byłaś zawsze, gdy sobie nie radziłam.

Tak naprawdę, jesteś teraz chyba innym człowiekiem. Już nie ma tego człowieka, który trwał przy mnie tyle lat. Pomagał i wspierał. Teraz też to robi, ale to co innego. I choć noszę połówkę srebrnego serca przy sobie, nie wiem, czy nie na darmo. Musisz stwierdzić czy tego chcesz, czy chcesz wszystko kontynuować, odbudować, odnowić. Czy znajdziesz miejsce dla mnie.


Odnalazłam jednak to, czego w życiu pragnęłam i pragnę najmocniej: miłość. To to uczucie przewyższa teraz wszelkie uczucia. Jest najważniejsze. I na zawsze zostanie przy mnie, nie opuści mnie. A ja jego. Nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz