Ej, podobno wiara czyni cuda. Dlaczego to nie działa w moim przypadku?
Ile mogę wierzyć w TO i czekać na rezultaty?
A może nie. Może ja udaję, że wierzę. Próbuję, ale mi nie wychodzi.
Tak, to jest myśl bardzo prawdopodobna. Jeżeli wierzę, że wierzę to sama siebie oszukuję. A wtedy nie mogę liczyć na cud. Bo niby w jaki sposób?
A może bardziej się postaram, spróbuję jeszcze bardziej uwierzyć, jeśli to możliwe. Bo mam wrażenie, że i tak przeszłam samą siebie. Tyle, że moje wrażenia często są błędne. Chyba.
A nie lepiej dać sobie z tym wszystkim na spokój? Wtedy nie będzie mnie to zastanawiać.
Nie. Po dłuższej myśli, uważam że to zły pomysł.
Jeśli przyjdzie mi do głowy wizja, która mogłaby być prawdopodobna, a ja ją z własnej woli zmarnuję, to będę miała wyrzuty sumienia.
A wyrzuty sumienia są najgorsze. Dręczą bardziej niż to, czy zdołam dojść do końca, wytrzymać w tym wszystkim i osiągnąć cel, i oczywiście zobaczyć skutki tego wszystkiego.
Jak nie spróbuję, nigdy się nie dowiem jak ma być. A tak, chociaż będę miała pewność.
A to już jest coś.
Zrobić coś, niż potem żałować, że się tego nie zrobiło. Nawet już miałam taką sytuację, że udało mi się przełamać. Przełamałam się i nie żałuję. A miałabym czego żałowac, gdybym poszła w innym kierunku.
Próbujmy wierzyć dalej. Zobaczymy jakie skutki to przyniesie.
Czas wszystko pokaże.. ; O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz