Od czwartku choruję. Katar, gorączka i tak dalej. Ale dzisiaj przechodzi. Co prawda od dwóch dni siedze w domu i nigdzie nie wychodzę. Szału można dostać szczerze mówiąc. Jednak nie było tak tragicznie, odpoczęłam chociaż troszkę. W tym czasie udało mi się odrobić praktycznie wszystkie lekcje, została mi tylko chemia i to dodatkowa. Dokończyłam czytać książkę, byłam na 117 stronie, a doszłam do 256 bodajże. Skończyłam ją i w piątek idę po następną.
Dzisiaj już mi lepiej, gorączki nie było, katar się zmniejsza, a w sumie to już go nawet nie ma. Jakoś o 15.00 Cezary przyszedł do mnie i oglądaliśmy film. "Uwierz w ducha" oglądałam już chyba z dwadzieścia razy, jednak zawsze wzbudza we mnie te same emocje. I dzisiaj było identycznie. Cudowny film.
I cudowny wieczór, spędzony znowu z Nim. Dziękuję Kochany z całego serca. Miłość uszczęśliwia i nie zrozumie tego nikt, dopóki sam tego nie zazna.
I piosenka na dzisiejszy wieczór: The Righteous Brothers - Unchained Melody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz