piątek, 31 grudnia 2010

2010

Należałoby jakkolwiek podsumować kończący się rok. Nawet nie wiem od czego zacząć, w sumie najlepiej od początku.
Więc rok zaczęłam naprawdę fajnie.
Styczeń to był miesiąc taki rozpoczynający wszystko, zapoznajacy się. Miesiąc fascynacji. To wtedy wszystko się zacznało, powoli.
Kolejne miesiące to rozkwit sytuacji, wiele czasu spędzonego z przyjaciółmi. Miłe i gorsze chwile, jak to bywa. Chociaż przyznam, że więcej było jednak miłych.
W czerwcu skończyłam gimnazjum. Wcześniej pisałam testy, które sprowadziły wiele stresu. Miałam też bierzmowanie. Później był wieczorek, jeden z najcudowniejszych dni tego roku. Skończyłam szkołę (z czerwonym paskiem, średnią 5.4 i wyróżnieniem burmistrza miasta za wyniki) początkowo z uśmiechem na twarzy, ale później narastał smutek. Sam fakt, że trzeba pożegnać się z tymi ludźmi, których naprawdę lubiłam, rozpocząć nowy etap, nową szkołe i tak dalej, był pogrążający. Ale zaczęły się wakacje.
Pod koniec czerwca stałam się czyjąś dziewczyną, moje największe marzenie się spełniło. Od tamtej chwili nie ma dnia, abym nie była szczęśliwa. Wakacje były jednymi z najcudowniejszych wakacji, jakie spędziłam. Z przyjaciółmi nad morzem, tyle czasu i tak dalej. Naprawdę fajne chwile i bardzo, bardzo miło je wspominam. Reszta wakacji spokojnie, na miejscu z chłopakiem i przyjaciółmi. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
We wrześniu rozpoczęłam nową szkołe, liceum, klasa o profilu biologiczno-chemicznym, Ib. Nowi ludzie, nowi nauczyciele, wszystko nowe. Początkowe obawy, strach i zmaganie się z nauką, której było trzy razy więcej niż w gimnazjum. Jednak po trzech miesiącach mniej więcej przyzwyczaiłam sie do wszystkiego.
Teraz już nie jest tak tragicznie jak było, ale nie jest też łatwo. Święta były naprawdę miłym czasem, czasem odpoczynku i wyciszenia się. Jedne z fajniejszych świąt jakie przeżyłam.
Ogólnie, w ciągu tego roku było naprawdę sporo przemiłych chwil,chyba nawet więcej niż w poprzednich latach. Nawet na pewno. Spełniło sie moje największe marzenie. Jestem tak szczęśliwa, że chcę się dzielić szczęściem z innymi, aby też mogli się cieszyć.
Było też troche problemów. Wiadomo, nie ma idealnie. Ale wybrnęłam z nich, wybrnęliśmy. Bóg, los nam pomógł i teraz jest dobrze.
Jednak też zaniedbałam kilka spraw. Mam do siebie o to okropne wyrzuty sumienia i mimo moich humorków staram się wszystko jednak naprawić. Nie jest to miłe uczucie, tym bardziej, że wiem, że tu jest też moja wina. To jedna z rzeczy, która w tym roku mi się nie udała.
I z tym wiąże się moje postanowienie noworoczne: przywrócić do normalności to, co zaniedbałam w poprzednim czasie. Chociaż troszkę.
Jednak rok zaliczam do udanych, nauczył mnie wiele, zmądrzałam trochę, myślę, że stałam się dojrzalsza, chociaż w małym stpniu. Zrozumiałam dużo rzeczy, nauczyłam się na błędach i potrafię odróżnić dobro od zła, nawet w cięższych sytuacjach. Wychodzę z większą wiedzą, z postanowieniem noworocznym takim jakie napisałam wyżej, i z prośbą do Boga, aby przyszły, 2011 rok, był równie szczęśliwy jak poprzedni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz