W niedzielę skończyłam 18 lat. I co z tego. Nic się nie zmieni, poza tym, że dochodzi mi kilka nowych przywilejów. Poza tym, że dostałam kilka prezentów, w tym tych, które są dla mnie bardzo ważne. Poza tym że wzbogaciłam się o ileś zlotych. I poza tym, że ogólnie, jestem starsza.
Mimo to dzień samych urodzin spędziłam cudownie, bo w najlepszym towarzystwie. Dzień przed, kiedy robiłam małe przyjęcie dla rodziny, równiez spędziłam miło. Więc wszystko udane.
Ale chyba fakt samych urodzin skłonił mnie do głębszych, a może i nie głębszych, refleksji.
W sumie, nie lubię tego, ale czuję, że muszę się wygadac, a gdzie, jak nie tutaj. W dupie mam czy ktoś to czyta, czy nie. Chodzi tylko i wyłącznie o to, aby wyrzucić to z siebie.
I tak oto, wydaje mi się, że pogodziłam się z tym, że prawdopodobnie straciłam coś, co kiedyś było dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu i coś, z czym łączą mnie tak wielkie i tak cudowne wspomnienia, że nie potrafię ich wyrzucić z pamięci. I chyba nie chcę. Na pewno nie chcę, przecież są miłe. Nie przejmuję się stratą, ale to boli. Nie, nie boli. Albo sama siebie oszukuję. W każdym razie, patrzę na to trochę inaczej. Widocznie tak musiało być, nie potrafię już tego zmienić, choćbym chciała. Poza tym, nie zależy to tylko i wyłącznie ode mnie.
Ogólnie, jestem jeszcze bardziej uparta. Nie wiedziałam,że się bardziej da. Jednak osioł ze mnie jak (tu przydałoby się jakieś fajne porównanie, ale nic mi nie wpada do głowy). Jestem uparta, czepiam się i jestem wredna. Próbuję to wyeliminować, ale nie udaje mi się w żaden sposób. Mimo wszystko, myślę, że to zmaleje, jak tylko przejdzie mi całe napięcie przedmiesiączkowe. Mam nadzieje!
Ale poza tym wszystkim, staram się być szczęśliwa. Staram się doceniać to co posiadam, bo nie wiem, jak dlugo jeszcze będę to miała. Nie jestem w stanie tego określić. Dlatego chcę żyć tak, aby mimo mojego charakterku, być miłym dla ludzi, uśmiechać się i naprawdę cieszyć. Bo po co zamartwiać się jakimiś drobnostkami, skoro po pierwsze, są ludzie, którzy mają większe problemy i sobie z nimi radzą. Po drugie, życie jest zbyt krótkie, aby marnować na to czas. Po trzecie, jak już mówiłam: nigdy nie wiemy co nas może spotkać. Dlatego warto, naprawdę warto mimo sprzeczności, być optymistą.
Choc nie jest łatwo, jak osoby ci najbliższe są smutne, martwią się niczym, albo i czymś. A ty nie możesz nic zrobić i w żaden sposób pomóc. Ciężko patrzeć na cierpienie i smutek bliskich. A najgorsze jest chyba to, że te osoby tego nie rozumieją. Albo tego nie wiedzą/widzą. Co wtedy robić? Jak wtedy czerpać radość z każdej minuty życia? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia.
I w ten oto sposób skończył mi sie temat. Wyleciałam z wątku. Na pewno chciałam powiedzieć, że ja jednak staram się doceniać to co mam, cieszyć się z tego i być z tego powodu szczęśliwa. Bo jestem szczęśliwa i codziennie dziekuję za to Bogu. Mimo że teraz złapał mnie jakiś maly dołek, czy cos z tych rzeczy. Do jutra przejdzie i będzie normalnie.
Dlatego, z okazji moich 18 urodzin, chcę życzyć wszystkim nic innego jak zdrowia i szczęścia.
A jeszcze apropo moich urodzin. Dziękuję wszystkim za te szczere życzenia. Tylko za szczere. Te inne.. no cóż. Mogli sie nawet nie fatygować, bo po co. A najbardziej dziekuję oczywiście Czarkowi, bo wiem, że były od serca. I były piękne, mimo że uwazasz, że nie umiesz skladać życzeń.
Dziękuje też Oldze, która jako jedyna z przyjaciół, naprawdę postarała się i napisała mi cudowne życzenia. Piękniejszych chyba kochana napisać nie mogłaś :). I dziekuję też Ance. Za to, że trudziła się, aby życzenia złożyć mi nie jakims smsem, tylko normalnie, w oczy, w realu. Naprawdę to doceniam.
I miałam dodać zdjęcia prezentów. Jednak zrezygnowałam. Są dla mnie bardzo cenne. Szczególnie Cezar od Ciebie :) ;* Dziękuję.
Idę, bo już mnie palce bolą od pisania. Dawno nie pisałam, musialam sie wygadać.