Koniec lipca, początek sierpnia.
Lipiec cały deszczowy, ale sierpień zapowiada się słoneczny. Zobaczymy czy tak będzie. I hope.
Weekend spędzony bez Niego. Tęskniłam, ale wrócił dziś wieczorem i zaszedł do mnie. Od razu lżej na sercu, widząc kogoś, kogo się kocha :)
I w sumie, podziwiam Go za to, że ma cierpliwość do mnie. Naprawdę. Jestem przecież taka marudna, taka wredna czy złośliwa. A na dodatek szybko i łatwo się wkurzam. A On mimo to, wytrzymuje. Podziwiam Kochany i dziękuję. I wiedz, że staram się to zmienić, bo źle mi z tym, jak tak krzycze czasem :( Wiem co teraz pomyślałeś, haha :D
I ogólnie to mimo braku słońca, ja mam słoneczne dni. Gdyby nie On, to byłoby ponuro, a tak mimo pogody, jest cudownie. Szczególnie z Jego uśmiechem. Najcudowniejszym zresztą. Kurde, jestem szczęściarą, mając przy sobie taką osobę, na zawsze :) Kocham Cię Kochany ;*
To ze szczęścia, że jest ze mną.
A podczas Jego nieobecności ogarnęłam trochę rzeczy. Dzisiaj zadbałam szczególnie o siebie. Pobawiłam się we własną kosmetyczke i ogarnęłam paznokcie u rąk i nóg, bo dawno tego nie robiłam. Teraz mam fioletowe pazurki u rąk, i jasno różowe u nóg. Plus wszelkie nawilżanie itd. Poza tym wymyśliłam sobie jakbym chciała mieć grzywkę, bo ta mnie troche drażni. I okazało się, że nawet nie muszę iść do fryzjera, wystarczy dobry lakier. I obejrzałam chyba z milion kabaretów i programów naukowo-przyrodniczych. Uwielbiam je, haha. I poszłam do kościoła, gdzie ksiądz do mnie zagadał czemu to ja sama jestem, a nie z Cezarem. Się chłopak zdziwił, haha.
Wczoraj za to nie wiedziałam w co nos wsadzić. Rano chodziłam po mieście, potem musiałam posprzątać w domu, mama poprosiła mnie, abym zrobiła obiad (kotlety mi wyszły! ale ziemniaków nigdy nie nauczę się solić..), a dodatkowo sąsiadka brała ślub i zależało jej na tym, aby ktoś zrobił jej bramę, jak będzie wychodziła. Pannie młodej się nie odmawia i ja, chcąc zrobić dobry uczynek, zgodziłam się. Z braku pomysłów, zadzwoniłam po pomoc do niezawodnej Pauli i przybyła mi z radą. Wspólnie wytworzyłyśmy piękne dzieło, które uwieczniłam na 3 zdjęciach zrobionych przez mój telefon. Nie wrzucę zdjęć, bo coś mi telefon nie chce łączyć się z komputerem, ale zapewniam, że zrobiłyśmy wyczyn. I jestem z nas dumna niesamowicie i z całego serca dziękuję Ci Paulo za to, że mi pomogłaś :) :* A wzamian dostałyśmy, uwaga, CUKIERKI! Haha. Łukasz sie z nas śmiał, ale no co. Nawet za cukierki się opłacało, haha. Reszta dnia to spacerowanie z Nią, a potem zajęłam się sobą w domu.
Ogólnie, czekam cholernie na tą pogode. Mój sojusz z deszczem się nie powiódł, niestety. Chcę słońca!
I czekam na telefon od mojej najcudowniejszej chrzestnej na świecie, która przyjechała do Polski i do której ja mam przyjechać jakoś niedługo. Nie mogę się doczekać!
Chyba tyle, nie mam nic więcej do powiedzenia. Na koniec może kilka zdjęć z pięknego zachodu słońca z Nowej Pasłęki. Widziałam zachód tyle razy, ale za każdym zachwycam się nim tak samo.
To ostatnie zdjęcie, razi ; o
Do kiedyś tam!
niedziela, 31 lipca 2011
piątek, 8 lipca 2011
a few days
Chyba powinnam zaakceptować to co dzieje się w danych dniach wakacji i zaprzyjaźnić się z deszczem. To będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji, bo żyjąc z nim w konflikcie, ciągle będę zła.
A więc powoli przyswajam się z myślą do wyciągnięcia ręki "na zgodę".
Chociaż dzisiaj było naprawdę przyjemnie :) Mimo to, oglądając pogodę i widząc te okropne krople spadające z chmur, wątpie, że utrzyma się to na długo.
Koniec wzmianek o pogodze :)
Milsza część notki, a więc te przyjemne wakacje.
Lenię się, robie to na co mam ochotę i jest mi dobrze. Nie jestem w pełni zadowolona, bo chciałabym jeszcze zrobić kilka rzeczy, ale w ogóle jakoś nie mogę się za to zabrać. Mam nadzieję, że jakaś motywacja w końcu przyjdzie.
A 05 lipca były moje imieniny. Dziękuję wszystkim, którzy pamiętali ;) ;* Mam płytę Dżemu, mhm ^^ Z piosenkami, które śpiewa sam Riedel, czyli tak jak chciałam. Cudownie :) Dziękuję ;*
Dodatkowo spędziłam cudownie czas tego dnia. Mimo że troszkę wiało i marzłam. Mój fotograf, który odkrył w sobie właśnie talent do robienia zdjęć, zrobił mi ich od groma. Dodam jakieś na koniec, jednak uprzedzam, że są robione całkiem niespodziewanie. Choć ja uważam, że wyszłam strasznie (szczególnie biorąc pod uwagę wiatr, który zrobił z moich włosów masakrę), to On uważa, że jest ślicznie. Ale dla Niego zawsze będzie ślicznie, bez względu na to, jak wyglądam ; O. W każdym razie dzień był świetny, najadłam się też okropnie, ale raz na jakiś czas można.
Ważniejsze. 29 czerwca z Cezarem obchodziłam rocznicę. Przygotowałam dla Niego prezent, podobał mu się, ale nie będę wnikać w szczegóły. Nie lubię pisać o prezentach, które komuś daję. Jednak to co On przygotował dla mnie, przeszło wszelkie pojęcie i o tym napisać muszę. Dotąd myślałam, że takie sceny występują tylko w filmach, a tu się okazało, że nie. Dodatkowo spotykają właśnie mnie! Nie do pojęcia. A wszystko wyglądało mniej więcej tak:
Wchodzimy do Niego do domu i On każe mi iść do pokoju siostry. Mogę wyjść dopiero jak 'usłyszę jakiś dźwięk'. To siedzę, czekam, nudzi mi się, zaczynam patrzeć co Ewa ma w pokoju ciekawego. Po jakichś 5 minutach słyszę coś i wychodzę, kieruję się w stronę dźwięku. Dobiegał z salonu, więc wchodzę. Gdy weszłam - zamurowało mnie. W pokoju ciemno, dookoła porozstawiane świeczki. Na środku stoi stolik z talerzami i kieliszkami, przy nich oczywiście 2 krzesła. Muzyka gra, dodatkowo moja ukochana piosenka z Dirty Dancing. A przy stole stoi Cezar, z kwiatkami, takim małym, ślicznym bukiecikiem. Najpierw nic nie mówi tylko obserwuje moją reakcję. Ja oczywiście zaszokowana. Potem zaczyna mi dziękować za rok itd, ale ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po prostu go przytuliłam i próbowałam powstrzymać łzy ze wzruszenia. To nie był koniec niespodzianek. Potem czekała mnie jeszcze kolacja, szampan, prezent.. Coś niesamowitego. Jestem pewna, że tego dnia nigdy nie zapomnę. I nadal nie jestem w stanie powiedzieć co dokładnie wtedy czułam. To trzeba samemu przeżyć i życzę tego wszystkim z całego serca. Ale widok tego, obraz i samo uczucie - bezcenne.
Mega skrótowo opisałam, ale chyba najważniejsze ujęłam.
Dziękuję Kochany raz jeszcze ;*
Jeszcze jedna nowina, dzięki której jestem przeszczęśliwa. Pod koniec lipca do Polski na dwa tygodnie przylatuje moja chrzestna, której nie widziałam ok. 5 lat. I w ciągu tego czasu wybieram się do niej do Słupska. Strasznie się cieszę, bo już tyle czasu się z nią nie spotykałam, a jest dla mnie bardzo bliska i traktuję ją nie tyle jak chrzestną, czy kuzynkę, co jak własną siostrę (której zresztą nie mam, więc gdybym miała xD) czy przyjaciółkę. Nie mogę się doczekać spotkania. I choć będą to może 3 czy 4 dni, to i tak warto.
Miałam tyle tematów do napisania, ale wyleciały mi z głowy. To chyba z fascynacji tym wszystkim ;D.
Wiem! Ostatnio jeszcze była akcja z moim psem. W sumie,to w dzień, kiedy mieliśmy z Czarkiem rocznicę. Wracaliśmy z psem i nagle zatrzymał się. Potem zaczął się kulić i lizać łapkę. Strasznie się wystraszyłam i szybko pobieglismy z nim do mnie do domu, a potem nagła decyzja, że jedziemy do weterynarza, bo nie wiadomo co się dzieje. Zauważyłam w łapce coś jakby żądło, więc tym bardziej czas się liczył. Tata Cezara woził nas do wszystkich weterynarzy w mieście, ale każdy akurat między 13 a 16 ma przerwę. Porażka. Dwóch weterynarzy aktualnych w mieście i w tym samym czasie przerwa. Co jak co, ale w ogóle nie przmyślane. Pojęcia nie mam na jakim systemie się to wszystko opiera. Mieliśmy tyle szczęścia, że na jednej z tych przychodni był numer teefonu i napis, że w razie nagłych przypadków dzwonić. Tak też zrobiliśmy, bo pies mi się zwijał z bólu i patrzeć nie mogłam, bo tak było mi go szkoda. Lekarz powiedział, że za 20 minut będzie, no i tak też przyjechał. Okazało się, że to żądło pszczoły. Mówił, że psa musiało boleć na pewno i tak dalej, dał mu zastrzyki i teraz wszystko w porządku. Panikowałam konkretnie, ale dobrze, że wszystko się udało. I ponownie dziękuję za pomoc i wsparcie Czarkowi ;* i jego tacie :D :) !
I czekam aż Olga wróci z Węgier i Chorwacji. Musimy ogarnąć 'meeting' jak to ona mówi, bo dawno jej nie widziałam ;< I mamy tyyyyle do obgadania. Czekam z niecierpliwością, haha ^^ Niestety, na koniec muszę nawiązać do pogody. Bo mam nadzieję, że się poprawi w ciągu 2 tygodni, gdyż wybieram się nad jezioro na ok. tydzień i nie zamierzam spędzic tego czasu w domu -.- Wiem, miałam się pogodzić z deszczem i nie ma problemu. Ale chociaż na ten czas niech pozwoli słońcu zawitać na niebie. To chyba najdłuższa moja notka w ciągu nie wiem jak dlugiego czasu. I tyle w niej informacji, nie do ogarnięcia. Wiem, nie potrafię pisać :) Ale to nie o to chodzi (tak się składa, że nie jestem humanistycznym mózgiem, bardziej przyrodniczy czy ścisły). Chodzi o to, abym mogła się tak wypisać, bo czasami i to jest potrzebne. A na koniec zdjecia z moich imienin ;)
Chyba przesadziłam z tymi zdjęciami ; o ale już mniejsza :D
I przepraszam za moje włosy ;< ; o
Miłych wakacji!
A więc powoli przyswajam się z myślą do wyciągnięcia ręki "na zgodę".
Chociaż dzisiaj było naprawdę przyjemnie :) Mimo to, oglądając pogodę i widząc te okropne krople spadające z chmur, wątpie, że utrzyma się to na długo.
Koniec wzmianek o pogodze :)
Milsza część notki, a więc te przyjemne wakacje.
Lenię się, robie to na co mam ochotę i jest mi dobrze. Nie jestem w pełni zadowolona, bo chciałabym jeszcze zrobić kilka rzeczy, ale w ogóle jakoś nie mogę się za to zabrać. Mam nadzieję, że jakaś motywacja w końcu przyjdzie.
A 05 lipca były moje imieniny. Dziękuję wszystkim, którzy pamiętali ;) ;* Mam płytę Dżemu, mhm ^^ Z piosenkami, które śpiewa sam Riedel, czyli tak jak chciałam. Cudownie :) Dziękuję ;*
Dodatkowo spędziłam cudownie czas tego dnia. Mimo że troszkę wiało i marzłam. Mój fotograf, który odkrył w sobie właśnie talent do robienia zdjęć, zrobił mi ich od groma. Dodam jakieś na koniec, jednak uprzedzam, że są robione całkiem niespodziewanie. Choć ja uważam, że wyszłam strasznie (szczególnie biorąc pod uwagę wiatr, który zrobił z moich włosów masakrę), to On uważa, że jest ślicznie. Ale dla Niego zawsze będzie ślicznie, bez względu na to, jak wyglądam ; O. W każdym razie dzień był świetny, najadłam się też okropnie, ale raz na jakiś czas można.
Ważniejsze. 29 czerwca z Cezarem obchodziłam rocznicę. Przygotowałam dla Niego prezent, podobał mu się, ale nie będę wnikać w szczegóły. Nie lubię pisać o prezentach, które komuś daję. Jednak to co On przygotował dla mnie, przeszło wszelkie pojęcie i o tym napisać muszę. Dotąd myślałam, że takie sceny występują tylko w filmach, a tu się okazało, że nie. Dodatkowo spotykają właśnie mnie! Nie do pojęcia. A wszystko wyglądało mniej więcej tak:
Wchodzimy do Niego do domu i On każe mi iść do pokoju siostry. Mogę wyjść dopiero jak 'usłyszę jakiś dźwięk'. To siedzę, czekam, nudzi mi się, zaczynam patrzeć co Ewa ma w pokoju ciekawego. Po jakichś 5 minutach słyszę coś i wychodzę, kieruję się w stronę dźwięku. Dobiegał z salonu, więc wchodzę. Gdy weszłam - zamurowało mnie. W pokoju ciemno, dookoła porozstawiane świeczki. Na środku stoi stolik z talerzami i kieliszkami, przy nich oczywiście 2 krzesła. Muzyka gra, dodatkowo moja ukochana piosenka z Dirty Dancing. A przy stole stoi Cezar, z kwiatkami, takim małym, ślicznym bukiecikiem. Najpierw nic nie mówi tylko obserwuje moją reakcję. Ja oczywiście zaszokowana. Potem zaczyna mi dziękować za rok itd, ale ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po prostu go przytuliłam i próbowałam powstrzymać łzy ze wzruszenia. To nie był koniec niespodzianek. Potem czekała mnie jeszcze kolacja, szampan, prezent.. Coś niesamowitego. Jestem pewna, że tego dnia nigdy nie zapomnę. I nadal nie jestem w stanie powiedzieć co dokładnie wtedy czułam. To trzeba samemu przeżyć i życzę tego wszystkim z całego serca. Ale widok tego, obraz i samo uczucie - bezcenne.
Mega skrótowo opisałam, ale chyba najważniejsze ujęłam.
Dziękuję Kochany raz jeszcze ;*
Jeszcze jedna nowina, dzięki której jestem przeszczęśliwa. Pod koniec lipca do Polski na dwa tygodnie przylatuje moja chrzestna, której nie widziałam ok. 5 lat. I w ciągu tego czasu wybieram się do niej do Słupska. Strasznie się cieszę, bo już tyle czasu się z nią nie spotykałam, a jest dla mnie bardzo bliska i traktuję ją nie tyle jak chrzestną, czy kuzynkę, co jak własną siostrę (której zresztą nie mam, więc gdybym miała xD) czy przyjaciółkę. Nie mogę się doczekać spotkania. I choć będą to może 3 czy 4 dni, to i tak warto.
Miałam tyle tematów do napisania, ale wyleciały mi z głowy. To chyba z fascynacji tym wszystkim ;D.
Wiem! Ostatnio jeszcze była akcja z moim psem. W sumie,to w dzień, kiedy mieliśmy z Czarkiem rocznicę. Wracaliśmy z psem i nagle zatrzymał się. Potem zaczął się kulić i lizać łapkę. Strasznie się wystraszyłam i szybko pobieglismy z nim do mnie do domu, a potem nagła decyzja, że jedziemy do weterynarza, bo nie wiadomo co się dzieje. Zauważyłam w łapce coś jakby żądło, więc tym bardziej czas się liczył. Tata Cezara woził nas do wszystkich weterynarzy w mieście, ale każdy akurat między 13 a 16 ma przerwę. Porażka. Dwóch weterynarzy aktualnych w mieście i w tym samym czasie przerwa. Co jak co, ale w ogóle nie przmyślane. Pojęcia nie mam na jakim systemie się to wszystko opiera. Mieliśmy tyle szczęścia, że na jednej z tych przychodni był numer teefonu i napis, że w razie nagłych przypadków dzwonić. Tak też zrobiliśmy, bo pies mi się zwijał z bólu i patrzeć nie mogłam, bo tak było mi go szkoda. Lekarz powiedział, że za 20 minut będzie, no i tak też przyjechał. Okazało się, że to żądło pszczoły. Mówił, że psa musiało boleć na pewno i tak dalej, dał mu zastrzyki i teraz wszystko w porządku. Panikowałam konkretnie, ale dobrze, że wszystko się udało. I ponownie dziękuję za pomoc i wsparcie Czarkowi ;* i jego tacie :D :) !
I czekam aż Olga wróci z Węgier i Chorwacji. Musimy ogarnąć 'meeting' jak to ona mówi, bo dawno jej nie widziałam ;< I mamy tyyyyle do obgadania. Czekam z niecierpliwością, haha ^^ Niestety, na koniec muszę nawiązać do pogody. Bo mam nadzieję, że się poprawi w ciągu 2 tygodni, gdyż wybieram się nad jezioro na ok. tydzień i nie zamierzam spędzic tego czasu w domu -.- Wiem, miałam się pogodzić z deszczem i nie ma problemu. Ale chociaż na ten czas niech pozwoli słońcu zawitać na niebie. To chyba najdłuższa moja notka w ciągu nie wiem jak dlugiego czasu. I tyle w niej informacji, nie do ogarnięcia. Wiem, nie potrafię pisać :) Ale to nie o to chodzi (tak się składa, że nie jestem humanistycznym mózgiem, bardziej przyrodniczy czy ścisły). Chodzi o to, abym mogła się tak wypisać, bo czasami i to jest potrzebne. A na koniec zdjecia z moich imienin ;)
Chyba przesadziłam z tymi zdjęciami ; o ale już mniejsza :D
I przepraszam za moje włosy ;< ; o
Miłych wakacji!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)