piątek, 11 lutego 2011

bez

Tydzień szkoły się zaczął i pochłonął cały mój czas. To było oczywiste. I oczywiste było, że nie będę miała siły na nauke.
Jednak ta oczywistość była błędna. Jak narazie mam siłę. Jestem w stanie sie uczyć i nawet 3 sprawdziany i 2 kartkówki w następnym tygodniu + fizyka wcale mnie tak nie przerażają. Być może to już przyzwyczajenie do całego systemu tej szkoły. Albo i zachęciła mnie do wszystkiego 5- z matematki. Pozytywne oceny zawsze zachęcają do większej pracy, to chyba wiadome.

Poza tym całe ferie szukałam prezentu mojemu chłopakowi na Walentynki. Nic nie znalazłam i w końcu wpadłam na pomysł, co mogę zrobić sama. Oczywiście troche późno i mam malo czasu na wykonanie go. Mianowicie planuję jutro to zrobić i liczę na pozytywne skutki od razu, bez jakichś 'miłych' niespodzianek.
I coś w tym jest, że Walentynki nie są fajne, gdy się jest singlem. Rok temu miałam je calkiem w nosie i smuciłam sie, że nie moge spędzić ich z kimś. Teraz jest inaczej. I chcę to wykorzystać, bo czemu nie? Wszystko jest dla ludzi,a jeżeli ma się osobę, z którą można wszystko, to jest to największe szczęście. Szczęścia się nie odpycha, szczęście się przyciąga do siebie i nie powinno się go puszczać. Ja nie zamierzam nigdy :).

A tak ogólnie to pogoda jest do niczego. Było ładnie, potem brzydko, potem ładnie, teraz znowu brzydko. I powódź w moiom mini miasteczku jest, tzn była. Zalało spore tereny, choć do mnie nie doszło, a mieszkam jakieś może 200m od rzeki. A ludziom, którzy mieszkają około 700m od rzeki zalało piwnice, nawet do domów podochodziło. Przyczyną pewnie są studzienki, które im wylały. Nam nic nie wylało i Bogu za to dziękować. Rzeka zaczęła opadać i byłam szczęśliwa, ale jednak dzisiaj znowu troche pada deszcz, nawet śnieg. Liczę na to, że to sie zmieni. Co jak co, ale nie chce być zalana, choćby w małym stopniu.

I ejj, lektura na mnie czeka. Jestem na 100 stronie 'Dżumy', która wcale mi sie nie podoba. Jest okropna. Ale musze ją skończyć jakoś (mam na to chyba 2 dni, albo 3), omówić na lekcji i wrócic do książek, które mnie interesują. Bo co to za przyjemność czytanie czegoś, co w ogóle mi się nie podoba i jeszcze tego nie rozumiem. Jakoś musze sobie z tą dżumą poradzić.


Chyba czas spać, bo przez ostatnie 3 dni się wcale nie wyspałam. Trzeba to nadrobić.